|
sobota, 19 kwietnia 2008
Zmiana adresu
A więc stało się. Przeprowadzka zakończona, więc nowe posty będzie można przeczytać tylko i wyłącznie pod adresem: Zapraszam!
wtorek, 15 kwietnia 2008
Idą zmiany...
Fot. TVP Polonia Już niebawem w Dystrykcie Września dojdzie do zmian (właściwie to już doszło). W skrócie będzie wyprowadzka. Wyniesione zostaną meble, wersalka, telewizor, taborety i inne sprzęty. Rzecz jasna zabieramy ze sobą sąsiadów i wszystkie duchy(mam nadzieję, że czytelników). Wszystko to trafi na nową domenę , to znaczy adres, będą nowe ściany, to znaczy skrypt i inne bajery... Mam nadzieję, że zmiany będą całkiem okey., niż dalekie od okey. O premierze starego-nowego bloga, poinformuje wkrótce. Czekamy na rozkazy z Matplanety...
czwartek, 10 kwietnia 2008
Polipoeta
Przypomniało mi się, że w sieci działa człowiek z wrzesińskiego dystryktu, jego imię i nazwisko to Marcin Pera. Otóż ten młody człowiek z Nowej Wsi Królewskiej posiada swoją stronę internetową http://www.marcinpera.pl/ i najoględniej pisząc: rozmawia, komentuje i tworzy. Zainteresowania ma humanistyczne dwubiegunowe. Jeden biegun to poezja, drugi polityka. A więc przestrzeń dość rozległa. Marcin jest redaktorem portalu politologicznego http://www.politeja.pl/. Jak mi powiedział niebawem będzie miał również swojego bloga...
sobota, 05 kwietnia 2008
czwartek, 03 kwietnia 2008
Pif-paf pod wieżą
Fot. Filip Biernat: Wieża ciśnień we Wrześni Będąc młodą lekarką taplałem się często i gęsto w Glinkach. Jak zawsze przy tej okazji miałem przy sobie aparat cyfrowy marki Canon, model X-1. Znaczy to mniej więcej tyle, że można nim robić zdjęcia z wody, pod wodą, koło wody i na powierzchni wody, słowem mokre go nie chwyta. A więc płynąc żabką zobaczyłem gdzieś na horyzoncie strzelisty obiekt. Wyjąłem z kąpielówek palmtopa, aby sprawdzić co to za cudo zobaczyłem... wieża wodociągowa z 1911 r., -informował komputerek. Nigdy nie widziałem czegoś takiego, więc pstrykałem i pstrykałem te fotki. Wtem z brzegu usłyszałem głos. - A ty tu czegu? - zapytał staruszek z karabinem na ramieniu - Pływam se - odparłem rezolutnie. - Przecież widzę, że zdjęcia robisz. Pozwolenie masz? - Od kogo? - Od dyrektora. - Dyrektora? Ale czego? - Dyrektora k... kibli - denerwował się dziadek. - Panie! Może grzeczniej?! - Imię i nazwisko? - Jozin z Bazin - Co? - J-o-z-i-n z B-a-z-i-n - Bo zadzwonię po milicję? - To se dzwoń - Ty chuliganie - krzyknął dziadek, zdjął z ramienia flintę i zaczął mierzyć do mnie. Nie czekałem aż mnie przypadkiem trafi, więc zanurkowałem w toń. Efekty mojej gliniankowej działalności można oglądać powyżej.
wtorek, 01 kwietnia 2008
Neptun i kaczka dziwaczka
Jestem szczęśliwy, gdyż przyjaciele z Kołaczkowa pamiętali o mnie w Prima Aprilis. Tu i ówdzie w gminie pojawił się plakaciki, w którym informują o budowie dla mnie pomnika. Wzorem ma być gdański Neptun z kaczką(sic!), która grzebie w gnoju, no pięknie! Można powiedzieć sedno tarczy... Jak każda gwiazda spostrzegłem moją niebywałą popularność w okolicy. Naprawdę, trzeba będzie to jakoś zdyskontować, może by tak zostać sołtysem, radnym, a może wójtem...byłoby pięknie. Doprawdy zostałem doceniony jak papież, budują mi pomniki za życia...hahaha.
piątek, 28 marca 2008
Spotkanie z kulturą i sztuką
I znowu fotografia. W Muzeum Regionalnym we Wrześni odbyło się otwarcie wystawy fotograficznej Waldemara Śliwczyńskiego, zatytułowanej "Cisza". I to było wydarzenie kulturalne... Fot. Filip Biernat: Autor wystawy Fot. Filip Biernat: Jedna z prac artysty Fot. Filip Biernat:...i jeszcze kilka innych fotografii
czwartek, 27 marca 2008
Być jak Tom Clancy, czyli historyjka sensacyjna
Fot. Filip Biernat: Rynek we Wrześni i ratusz
Września ul. Ratuszowa, godz. 2.15 Mgła rozlała się w mieście. Z trudem przebijało przez nią światło ulicznych lamp. Biała noc jak w Petersburgu. Te chwile piękna nikt nie podziwiał. Było grubo po północy. Miasto spało. Nikt nie mógł zauważyć krępego mężczyzny, która prawie biegiem pokonywała ulicę Fabryczną, a potem przeskakuje płotek ratuszowego parkingu i ginie w mroku pruskiego gmaszyska. Krępak ukryty w mroku wyciągnął spod pazuchy łom i wyważył drzwi, które prowadziły do piwnic ratusza. Stamtąd było już łatwo. Kolejne drzwi prowadzące już na korytarz otworzył kopem w zamek. Tandeta nie oparły się uderzeniu. Po kilku chwilach złodziej był już na pierwszym piętrze przed gabinetem burmistrza. Potężnie zbudowane ramię wcisnęło łom w szparę między podłogą a drzwiami. Mężczyzna dźwignął pręt, drzwi zaskrzypiał, a po korytarzu rozległ się chrzęst pękającego zamka. To czego szukał znajdowało się w stojącym zegarze zaraz przy drzwiach wejściowych. Włamywacz zdecydowany ruchem ręki otwarł drzwiczki zegara i zatrzymał wahadło. Wsunął rękę głębiej i poczuł mechanizm, który sterował zabytkowym chronometrem, po chwili w jego dłoni coś zaszeleściło. To pakunek, którego szukał. Wyciągnął latarkę z kieszeni, aby oświetlić rzecz. Papier odwinął. Kawałek metalu, który obserwował przez chwilę zgadzał się z opisem, który wcześniej zapamiętał. - Mam cię! - powiedział do siebie. I zniknął w ciemnościach ratuszowego korytarza. Września ul. Słowackiego, godz. 2.19 Blok spał. Wysoka kobieta zatrzymała się przed klatką „c" i przez chwilę patrzyła na spis lokatorów umieszczony na domofonie. Nazwisko Rutkowski znalazła szybko. Mieszkał na parterze. Domofon nie działał. Kobieta niezauważona weszła na klatkę schodową. Dwoma susami pokonała schody. I stanęła przed drzwiami, na których przyklejona była cyferka 12. Wysoka zapukała. Czekała dłuższą chwilę. W mieszkaniu słychać było nerwowe krzątanie, wreszcie skrzypienie drzwi. W szparze pokazała się zaspana głowa mężczyzny. - To ty Elu? - spytał. - No, wpuść mnie - odpowiedziała zniecierpliwiona. Ela była jego znajomą. Pewnego razu w kantorku, uległa mu, choć nie miała na to ochoty. Była agentką z krwi i kości. Chciała, aby wszyscy pracownicy biblioteki publicznej wykupili polisy na życie w jej ubezpieczalni. Mężczyzna widząc w drzwiach postać niedawnej kochanki pomyślał, że spotka go coś znowu niezapomnianego. Mimo nalegań nie chciała wejść na pokoje. Stała nieruchomo w korytarzu. Gdy wyciągnął do niej ręce chcąc pomóc zdjąć nakrycie zobaczył jej dłoń trzymającą łom. Rutkowski zdziwił się, nagle ugięły mu się nogi, a postać kobiety lekko się zamazała, to łom wylądował między jego lewym oczodołem a uchem. Po drugim ciosie stracił przytomność. Trzeci był śmiertelny, lecz brunetka uderzyła jeszcze kilka razy. Chciała mieć pewność... Cdn
poniedziałek, 24 marca 2008
Produkt wrzesiński
Fot. Piotr Kieplin: Łukasz Koszarek w meczu z Turowem Zgorzelec Nasi nie tylko przebijają się w showbiznesie, ale również w sporcie. Przykładem tego jest Łukasz Koszarek z Wrześni, koszykarz, reprezentant Polski, obecnie zawodnik Anwilu Włocławek. Jego największymi sukcesami są: srebrny medal Mistrzostw Polski z Turowem Zgorzelec, a także udział w Mistrzostwach Europy w Hiszpanii w 2007 r. Koszarek jest „najlepszym produktem" boomu koszykarskiego, który panował w latach 90. we Wrześni. Tylko jemu i Dawidowi Witosowi (MKS i WKK Września) z dość dużej grupy chłopaków, absolwentów Szkoły Podstawowej nr 5 (potem Gimnazjum nr 2), udało się osiągnąć poziom reprezentacyjny, choć moim zdaniem szanse na to miało jeszcze kilku innych. Niestety, jak to bywa w życiu oprócz umiejętności i talentu, trzeba mieć szczęście i jeszcze anioła stróża, który pomoże w dalszej karierze. Łukasz wykorzystał dar od Boga i sprzyjające okoliczności, jako jeden z nielicznych sportowców w historii Wrześni... Moim zdaniem to naturalny kandydat do „Złotego Wrzosa", corocznej nagrody przyznawanej przez burmistrza Wrześni. Przemysław Cypryański ją dostał, to dlaczego nie Koszarek? Dzisiaj niestety obserwujemy wielki upadek koszykówki nie tylko we Wrześni. Nie ma zespołu seniorskiego, ani nawet juniorskiego, na szczęście są ludzie, którzy próbują ją odbudować, na efekty trzeba będzie poczekać jeszcze kilka lat. Na boiskach do koszykówki, także ludzi jakby mniej, wygląda na to jakby moda na basket minęła. Tak to już jest, że gdy koszykówka znika telewizji( oglądalność jest mniejsza od zawodów w siłowaniu na rękę), a reprezentacja i liga gra żałośnie, wtedy i zainteresowanie kibiców daną dyscypliną jest mniejsze. Po prostu szkoda, że sportem rządzi teraz telewizja.
niedziela, 23 marca 2008
Co słychać w blogowisku?
Od jakiegoś czasu zastanawiałem się ile osób z Wrześni, funkcjonuje w necie, a dokładniej pisze blogi. Ponoć jest to wcale niemała grupa. Przekonałem się o tym, gdy mój apel o ujawnianie się z postu Fotografia po wrzesińsku, nie pozostał bez echa. Odezwał się Edas oraz cała Grupa Września, która że tak powiem - siedzi w fotografii. Moją uwagę przyciągnęły panoramy Edasa, w ogóle ta nasza Września jego obiektywem wygląda jak Detroit z filmu „8 mila", znaczy klimacik jest. Pozostałe fotografie członków grupy są również ciekawe, więc warto tam zajrzeć. Edas ma bloga, pod tajemniczym tytułem Wtem, zapowiada się na nietuzinkowy. Przypadkiem trafiłem na bloga Mynotebook, którego właścicielem jest Bobiko. I to jest dla mnie pewien powiew świeżości, bo nieco już znużył mnie bloxowy skrypt i niefunkcjonalność pewnych rozwiązań. Po prostu to jest coś innego, coś czego nie widziałem. Można się dowiedzieć różnych rzeczy np. o mini i mikroblogach - nie wiedziałem, że coś takiego istnieje, a także poczytać co nieco o poglądach politycznych autora, kategorii jest tam multum, więc warto tu zajrzeć. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
|